

Maks nakłania mamę do rozmowy z policją. Ostrzega, że jeśli ona tego nie zrobi, on sam zajmie się sprawą. Córki i żona Marka narzekają, że nie ma go całymi dniami w domu. Z rozrzewnieniem wspominają czasy, kiedy codziennie rodzina spotykała się przy obiedzie. Maria ukrywa przed Żanetą, dlaczego Grzegorz nie pokazuje się w domu. Razem z Włodkiem starają się skontaktować z synem i powiedzieć mu, co przytrafiło się Żanecie.

Maria i Włodek zabierają Żanetę ze szpitala. Ziębowa jest przekonana, że w tej sytuacji Grzegorz nie będzie miał nic przeciwko temu, aby dziewczyna mieszkała z nimi. Maks nie wierzy w niewinność Oskara. Obwinia mamę, że przez jej naiwność udało się Madejskiemu uniknąć zasłużonej kary. Igor po raz pierwszy od śmierci Ani opowiada o swoim związku. Małgosia żałuje, że nie zdążyła poznać dziewczyny Igora, z którą jak się okazuje dużo ją łączy.

Oskar decyduje się na spotkanie z Izabelą. Kiedy przychodzi do jej domu, okazuje się, że nie tylko Brzozowska chciała się z nim spotkać. Maria zapewnia Żanetę, że zawsze może na nią liczyć. Chce razem z nią iść do lekarza. Żaneta tłumaczy, że da sobie sama radę. Chwilę później Ziębowie dostają informację, że dziewczyna została napadnięta. Doktor Kondracki prosi Kamila, aby jeszcze raz zastanowił się nad decyzją związaną z porzuceniem studiów medycznych. Uważa, że młody Hoffer ma szansę zostać naprawdę dobrym lekarzem.

Michał próbuje przekonać Izabelę do spółki z Malczewskim. Brzozowska widząc, że nie ma innego wyjścia, dzwoni do Oskara i prosi go o spotkanie. Maria nie ustaje w wychwalaniu zalet Żanety. Zdenerwowany Grzegorz mówi matce, że ma już dość słuchania takich wywodów. Włodek ostrzega żonę, że taka presja może przynieść wręcz odwrotny skutek. Igor nie może zrozumieć, dlaczego Kamil rzucił studia. Stara się go nakłonić do powrotu na uczelnię.
Od kilku lat jest u szczytu kariery. Serca milionów widzów podbiła jako czarodziejka Yennefer w filmie "Wiedźmin". W serialu "Na Wspólnej" gra sympatyczną Basię. Niebawem zobaczymy ja w głównej roli w filmie " Ja wam pokażę!", drugiej części "Nigdy w życiu".
Nęka panią przedpremierowy stres? Przecież nie będzie widza, który nie zechce porównać Grażyny Wolszczak z Danutą Stenką, grającą Judytę w pierwszej części filmu. Nie boi się Pani takiej konfrontacji?
Mam na co dzień tyle stresów, że staram się nie przejmować sprawami, na które nie mam wpływu.
Święta zasada, tylko jest trudna w realizacji.
Zrobiłam swoje najlepiej, jak potrafiłam. Ale film to wypadkowa tak wielu sił, ze nie do końca mam wpływ na efekt końcowy. Więc staram się nie przejmować. Oczywiście kibicuję
filmowi, bardzo mi zależało, żeby wszystko fajnie wyszło.
W innych sytuacjach życiowych tez kieruje się Pani tą wygodną, a nawet trochę asekurancką zasadą?
Asekurancką? Ja poprostu chronię siebie. Jeśli mam jakiś wpływ na swoje emocje, to staram się wyciszać, a nie nakręcać. Bo wiem, czym to pachnie. Nakręcić się można bardzo łatwo, ale wyjść z tego jest już znacznie gorzej.
To prawda. Czy teraz ma Pani jakieś nowe propozycje? I jak Pani reaguje, jeśli ich nie ma?
Mam nadzieję, ze na podstawie filmu powstanie serial, jest już scenariusz ale go nie czytałam. Nie chcę się przywiązywać. Na razie nowych propozycji nie widać, ale po pracowitej połówce roku uważam, że należy mi się trochę luzu. Gram w trzech przedstawieniach teatralnych, w serialu "Na Wspólnej". Ostatnio kupiłam sobie karnet do klubu na warszawskim Żoliborzu, gdzie uwielbiam korzystać z basenu, siłowni, sauny. Czuję się tam świetnie, ale aż ściska mnie serce, bo wciąż mam za mało czasu, żeby tam chodzić. Wyrywam się najwyżej raz w tygodniu. No i jest jeszcze normalne życie, obowiązki...
Ma Pani wrażenie, ze osiągnęła pełnię życia? Zapytam jak Janusz Wiśniewski Małgorzatę Domagalik w ich książce "188 dni i nocy": czy śmieje się Pani i płacze wystarczająco często? Przeczytała Pani wystarczająco dużo książek?
Na pewno nie przeczytałam wystarczająco wielu książek. A reszta jest w normie. Kłopot w tym, że wpadłam w nałóg telewizyjny. W domu z ledwością starcza mi czasu na gazety.
Co to znaczy w Pani przypadku: nałóg telewizyjny?
Kiedy wracam do domu, pierwsze co robię, to włączam telewizor. I nawet jeśli nic nie oglądam, coś tam sobie zawsze leci. Nałogowo czytam paski, które biegną u dołu ekranu.
Woli Pani raczej programy informacyjne, niż seriale?
Seriali już nie mogę! Przez długi czas śledziłam je wyrywkowo, ot tak, żeby zobaczyć co robią koledzy. Więc teraz głównie oglądam programy informacyjne, najchętniej TVN24. I rozrywkowe: kiedyś bardzo lubiłam "Mamy Cię", a ostatnio "Tele PRL" oraz "Duże dzieci".
Czy nie kusi Pani nigdy, żeby zmienić coś w swoim życiu? Nie myśli Pani: "może by poszukać szczęścia gdzie indziej, wyjechać, a może zmienić agenta"?
Jurka Gudejkę, mojego agenta, bardzo lubię - to mój kolega sprzed lat. Jestem w jego agencji aktorskiej od początku. Przywiązuje się do ludzi i do sytuacji. Żeby się z czegoś wyrwać, muszę mieć rzeczywiście bardzo poważną motywację. Może to się komuś wydaje głupie, ale… Od lat kupuję w tych samych sklepach, mam tego samego dentystę, nawet tego samego mechanika.
Czyli nie znosi Pani zmian?
Lubię zmiany, ale inne! W Nowy Rok byłam gościem programu "Pytanie na śniadanie". Tematem były wróżby na 2006 rok. I wróżka mi powiedziała , że zmienię mieszkanie. Ucieszyłam się, mimo ze ostatnia przeprowadzka, dwa lata temu, kosztowała mnie dużo nerwów.
A lubi Pani czasem przewrócić do góry nogami domowe życie? Albo jakieś nieplanowane wyjazdy, wyjścia?
Ponieważ Czarek pracuje w domu (mężem Grażyny Wolszczak jest znany scenarzysta Cezary Harasimowicz - przyp. red.), więc z rozkoszą się stamtąd wyrywa. Ja na ogół żyje w biegu, więc chyba to zrozumiałe, ze raczej wole posiedzieć sobie w domu.
W szlafroku przez pół dnia…?
To się rzadko zdarza, ale muszę przyznać, ze to uwielbiam. Pałętam się w szlafroku do późnego popołudnia. Czarek gotuje. A ja usiłuje robić porządki. Na ogół zresztą z marnym skutkiem, bo szybko bałaganię a długo sprzątam. Czytam tez zaległe gazety.
Mąż dokłada Pani co ciekawszy tekst?
Zdarza się...
Wygląda na to, ze jesteście państwo bardzo zgodną parą.
Tak, ale są różnice charakteru. Tak jak w domu bałaganie, tak i bałagan mam w finansach, rzadko sprawdzam , czy wszyscy wywiązują się z umów. Czarek i w tych sprawach jest pedantyczny.
Zawsze jest Pani tak spokojną osobą? Która z góry zakłada, że wszystko dobrze się potoczy, nikt nie oszuka? A jeśli skończy się dobra passa?
To się wtedy będę martwić.
Podobnie postępowała Scarlet O’Hara Ogara z "Przeminęło z wiatrem". W trudnych sytuacjach powtarzała sobie: "Pomyślę o tym wszystkim jutro".
Ja zawsze w sobie miałam zgodę na rzeczywistość. Tylko raz w życiu zdarzyło mi się walczyć o rolę w teatrze. Zgłosiłam się, żeby z koleżanką zrobić dublurę, czyli grać tę samą rolę na zmianę. Nie walczyłam o premierę, po prostu chciałam popracować. Ale nic z tego nie wyszło. Tylko się zdenerwowałam. A koleżanka się obraziła.
Trzeba brać życie takim, jakim jest?
Dokładnie tak pomyślałam sobie w którymś momencie. Tym bardziej, ze nie mam na co narzekać. "Odpukać w niemalowane" od ładnych paru lat wszystko u mnie idzie bosko. Tak się samo zrobiło. Bez kiwnięcia palcem.
A czy Pani mąż, współautor scenariusza do filmu "Ja wam pokażę!", nie szepnął nikomu, że role Judyty właśnie Pani mogłaby dostać?
Scenariusz napisany został dla Danuty Stenki. To ona pierwsza go dostała. Dopiero kiedy zrezygnowała z roli, producenci zorganizowali casting. Wygrałam go. Po prostu. A oczywiście dla wielu osób jest jasne, że to Czarek załatwił mi tę rolę! I ja nawet się nie oburzam z tego powodu, ani tego nie prostuję. I tak nikogo nie przekonam! Ludzie wiedzą lepiej!
Znów pozwala Pani biec sprawom swoim tokiem. Ale przecież są chyba dziedziny, których lepiej nie puszczać na żywioł. Na przykład wychowanie dzieci.
Nie jestem tego taka pewna. Ja w dzieciństwie byłam trzymana krótko. Nie było mi z tym łatwo. Wiec mojemu synowi, Filipowi, dałam "kompletną" wolność. W granicach rozsądku, oczywiście. Ponieważ uważam, ze w życiu nic nie wolno robić na siłę.
Judyta bohaterka filmu "Ja wam pokażę!", trochę Panią przypomina. Czy lubi ją Pani?
Bardzo. Ona też idzie na żywioł. Tak jak ja, jest niepoprawną optymistką.
źródło: Teletydzień

Marta próbuje przekonać brata, aby wrócił na studia. Ich rozmowę słyszy Roman, któremu bardzo nie podoba się pomysł Kamila. Andrzej i Michał proponują Madejskiemu wspólny interes. Oskar zgadza się, ale stawia jeden warunek. Igor nie wie, jak żyć po stracie ukochanej dziewczyny. Hoffer opowiada mu, jak sobie radził po śmierci żony.

[ Kliknij na zdjęcie aby je powiększyć ]
Kinga dowiaduje się, że ma anemię. Zaniepokojona pyta lekarkę, czy może jechać na trzydniowe szkolenie. Po pogrzebie Ani państwo Bednarczykowie dziękują Igorowi za miłość, jaką obdarzył ich córkę. Załamany chłopak nad grobem ukochanej wyznaje, że bez niej nie ma siły wrócić do normalnego życia. Wiktoria namawia ojca, aby był szczery do bólu z Izabelą. Jej zdaniem tylko w ten sposób Oskar odzyska swoją miłość.

[ Kliknij na zdjęcie aby je powiększyć ]

Izabela wyjaśnia Wiktorii, dlaczego nie może być z jej ojcem. Chwilę później Madejski mówi córce, co skłoniło go do kolejnego kłamstwa. Kamil zamierza zrezygnować ze studiów medycznych. Swoją decyzję tłumaczy brakiem wiary w przydatność przyszłego zawodu. Izabela prosi Michała, żeby wrócił do Bud-Maksu. Michał podejrzewa, że ta propozycja związana jest z protekcją Andrzeja.

Maria jest mile zaskoczona decyzją Żanety. Coraz bardziej zaczyna wierzyć, że dziewczyna znowu zamieszka na Wspólnej. Najbliżsi Igora zastanawiają się, jak mu pomóc. Kamil jest przekonany, że przyjaciel potrzebuje pobyć sam.
To już koniec cukierkowego wizerunku Joasi Jabłczyńskiej (21 l.), gwiazdki "Na Wspólnej". Na ekranie skromna i potulna dziewczynka osiągająca sukcesy w szkole. A w życiu? Panienka, której odbiło.
Wczoraj po południu dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego miał skreślić Jabłczyńską z listy studentów. Joanna nie ma czasu na studia. Zajmuje się imprezowaniem i swoim nowym ukochanym Aleksem. Koniec stycznia to na wyższych uczelniach początek zimowej sesji egzaminacyjnej. Jabłczyńska, która studiuje na drugim roku, może do niej w ogóle nie przystąpić.
Do dziś nie rozliczyła indeksu z pierwszego roku studiów. Brakuje jej ocen z logiki i prawa rzymskiego - to dwa najważniejsze przedmioty. Czy Jabłczyńska w ogóle je zaliczyła?
Tego nie wie nikt. Uczelnia dała jej ultimatum. Albo do czwartku dostarczy indeks z odpowiednimi wpisami, albo dziekan wykreśli ją z listy studentów. Sądząc po zachowaniu samej zainteresowanej, czeka ją raczej to drugie. Jabłczyńska swoimi studiami zupełnie nie jest zainteresowana. Najlepiej świadczy o tym fakt, że do dziś nie zapłaciła za pierwszy semestr drugiego roku.
Ale kiedy Joasia ma pamiętać o takich "duperelach" jak studia, skoro
ma ważniejsze sprawy na głowie? Jest przecież po uszy zakochana w Aleksie. Do tego stopnia, że aby dłużej móc być z nim sam na sam postanowiła wyprowadzić się z domu i szuka właśnie dla siebie odpowiedniego apartamentu! A musi też przygotować się na wakacje zimowe w Szwajcarii, na które jedzie lada chwila z narzeczonym.
Ale przed wyjazdem na narty trzeba jeszcze obskoczyć kilka warszawskich imprez i zaliczyć pierwsze spotkania na planie programu "Taniec z gwiazdami". Już za kilka tygodni od rana do nocy Joanna będzie pląsać na parkiecie, żeby jak najlepiej prezentować się w tańcach konkursowych. A wszystko po to, by wyciągnąć po 10 tysięcy z każdego odcinka. No i jak w taki napięty grafik wcisnąć jeszcze studia?
źródło: Fakt
Foto (1): Marta Bauza


























